piątek, 15 sierpnia 2008

Eros na etacie

Choć w Rosji seks w pracy jest zakazany, uprawia go tam co najmniej jedna trzecia zatrudnionych. Specjalnie dla korporacyjnych kochasiów prof. Neonilla Samuchina, socjolog z Petersburga, napisała poradnik „Kamasutra w biurze”. Pełna fot z tzw. pozycjami i wskazówek, jak nie dać się przyłapać szefowi, książka stała się prawdziwym bestsellerem.

Seksualna obsesja

Trudno pochwalać tak daleko idącą swobodę. Ale równie niebezpieczna jest inna skrajność – najbardziej widoczna w Ameryce, lecz z powodzeniem zaszczepiana ostatnio w Europie. To obsesja na punkcie molestowania seksualnego. Żeby była jasność… Piszący te słowa daleki jest od stawiania tezy, że molestowanie to wymysł przewrażliwionych feministek, działaczy związkowych czy nadgorliwych obrońców praw człowieka. Nie próbuje też pomniejszać dramatyzmu tego zjawiska. Według niego wykorzystywanie swej władzy i pozycji zawodowej do zaspokajania własnej chuci to zasługująca na surową karę ohyda. Jednocześnie autor sprzeciwia się rozszerzeniu kryteriów tego rodzaju przemocy. W USA wystarczy określić czyjeś spojrzenie jako lubieżne, by przedstawić delikwentowi poważne zarzuty. Za niewinny żart, uśmiech, komplement można wpaść w nie lada kłopoty. Jak zauważa prof. Lew Starowicz, w atmosferze obsesji łatwo się mnożą fałszywe oskarżenia. W jednym z wywiadów, ten znany polski seksuolog powiedział, że będąc w Stanach Zjednoczonych, nigdy nie wsiada do windy, jeśli jest w niej sama kobieta. Bo przejażdżka na siódme piętro biurowca może znaleźć swój finał w sądzie.

Biurowy czar par

Następstwem takiej nagonki, nakręcanej też przez media, jest lęk wielu mężczyzn przed kobietami, unikanie zachowań adoracyjnych. A przecież flirt w pracy może być czymś ożywczym. Co potwierdza Mariusz, dyrektor sprzedaży w dużej firmie IT. Odkąd w jego departamencie pojawiła się Agnieszka, jest dużo bardziej zmotywowany. A i podwładnych zaczął traktować lepiej. Powód? Chce pokazać dziewczynie, że jest mężczyzną czarującym, odpowiedzialnym, silnym. 42-letnia Krystyna, graficzka z Poznania, swego przyszłego męża poznała w agencji reklamowej. Jan był tam informatykiem. Oboje przygotowywali kampanię multimedialną dla jednego z banków. Często zostawali w biurze po godzinach. Nawet nie zauważyli, kiedy do formalnej, zawodowej relacji wdarły się uczucia i zmysły. Krysia jest pewna, że w innej sytuacji, czyli poza firmą, nie poznałaby Jasia dostatecznie dobrze. Tak na wskroś, na wylot - jak zwykła to określać pół żartem pół serio.

Podobnych historii jest wiele. Według magazynu „Psychology Today”, aż 60 proc. związków ma swój początek w pracy. Niekiedy są to małżeństwa szczęśliwe i trwałe. Jednak romansowanie w biurze nie zawsze jest czymś konstruktywnym. Znany seksuolog i konsultant rodzinny, prof. Zbigniew Izdebski, podkreśla, że taka relacja może być dobra, jeżeli wszystko toczy się po myśli jednej i drugiej osoby. Lecz nie wtedy, gdy coś we wzajemnych stosunkach zaczyna się psuć. Wówczas konflikty i kryzysy niechybnie przekładają się na sferę zawodową.
Janusz Sikorski

A co wy na ten temat sądzicie? Czy waszym zdaniem flirty są do zaakceptowania w pracy? A może uważacie, że profesjonaliście nie przystoi angażowanie się w związki, które wykraczają poza ramy przyjaźni lub po prostu mają podtekst erotyczny? Jesteśmy ciekawi wszystkich waszej opinii.

Brak komentarzy: