sobota, 16 sierpnia 2008

Policjant pod przykrywką zła

Będą mogli m.in. zażywać narkotyki, jeździć po pijanemu i brać udział w porwaniach. Wszystko po to, by zbliżyć się do przestępców i złapać ich na gorącym uczynku. Kompetencje policjantów mają być dużo szersze niż dotychczas, informuje „Dziennik”.

Policjanci udający przestępców będą mogli np. zażywać narkotyki, jeździć po pijanemu, a nawet brać udział w porwaniach - donosi gazeta. Nie będzie im wolno zabić człowieka, ciężko go ranić, czy zgwałcić. Oto niektóre założenia, które znalazły się w projekcie ustawy o pracy operacyjnej policji i służb specjalnych.

„Dziennik” pisze, że projekt którym właśnie zajęła się sejmowa podkomisja, reguluje dokładnie, co wolno, a czego nie wolno policjantom. Po części jest to odpowiedź na słynną sprawę posłanki PO Beaty Sawickiej uwiedzionej przez agenta ABW, a po części reakcja na częste dylematy policjantów, którzy nie wiedzą, jak daleko mogą się posunąć, jeżeli np. biorą udział w inwigilowaniu mafii.

Jeżeli ustawa zostanie przegłosowana, wprowadzi też do systemu prawnego nową kategorię - szpiega koronnego. Szpieg koronny to osoba, którą służby danego kraju przyłapują na współpracy z obcym wywiadem. W zamian za uniknięcie wyroku ktoś taki dezinformuje swoich byłych mocodawców. Specjaliści mają jednak wątpliwości, czy wszystkie nowe działania policji i służb da się skodyfikować. Jednocześnie twierdzą, że policjanci, by skutecznie działać, muszą przenikać w struktury przestępcze.
lokata ing bank

Tags:

piątek, 15 sierpnia 2008

Eros na etacie

Choć w Rosji seks w pracy jest zakazany, uprawia go tam co najmniej jedna trzecia zatrudnionych. Specjalnie dla korporacyjnych kochasiów prof. Neonilla Samuchina, socjolog z Petersburga, napisała poradnik „Kamasutra w biurze”. Pełna fot z tzw. pozycjami i wskazówek, jak nie dać się przyłapać szefowi, książka stała się prawdziwym bestsellerem.

Seksualna obsesja

Trudno pochwalać tak daleko idącą swobodę. Ale równie niebezpieczna jest inna skrajność – najbardziej widoczna w Ameryce, lecz z powodzeniem zaszczepiana ostatnio w Europie. To obsesja na punkcie molestowania seksualnego. Żeby była jasność… Piszący te słowa daleki jest od stawiania tezy, że molestowanie to wymysł przewrażliwionych feministek, działaczy związkowych czy nadgorliwych obrońców praw człowieka. Nie próbuje też pomniejszać dramatyzmu tego zjawiska. Według niego wykorzystywanie swej władzy i pozycji zawodowej do zaspokajania własnej chuci to zasługująca na surową karę ohyda. Jednocześnie autor sprzeciwia się rozszerzeniu kryteriów tego rodzaju przemocy. W USA wystarczy określić czyjeś spojrzenie jako lubieżne, by przedstawić delikwentowi poważne zarzuty. Za niewinny żart, uśmiech, komplement można wpaść w nie lada kłopoty. Jak zauważa prof. Lew Starowicz, w atmosferze obsesji łatwo się mnożą fałszywe oskarżenia. W jednym z wywiadów, ten znany polski seksuolog powiedział, że będąc w Stanach Zjednoczonych, nigdy nie wsiada do windy, jeśli jest w niej sama kobieta. Bo przejażdżka na siódme piętro biurowca może znaleźć swój finał w sądzie.

Biurowy czar par

Następstwem takiej nagonki, nakręcanej też przez media, jest lęk wielu mężczyzn przed kobietami, unikanie zachowań adoracyjnych. A przecież flirt w pracy może być czymś ożywczym. Co potwierdza Mariusz, dyrektor sprzedaży w dużej firmie IT. Odkąd w jego departamencie pojawiła się Agnieszka, jest dużo bardziej zmotywowany. A i podwładnych zaczął traktować lepiej. Powód? Chce pokazać dziewczynie, że jest mężczyzną czarującym, odpowiedzialnym, silnym. 42-letnia Krystyna, graficzka z Poznania, swego przyszłego męża poznała w agencji reklamowej. Jan był tam informatykiem. Oboje przygotowywali kampanię multimedialną dla jednego z banków. Często zostawali w biurze po godzinach. Nawet nie zauważyli, kiedy do formalnej, zawodowej relacji wdarły się uczucia i zmysły. Krysia jest pewna, że w innej sytuacji, czyli poza firmą, nie poznałaby Jasia dostatecznie dobrze. Tak na wskroś, na wylot - jak zwykła to określać pół żartem pół serio.

Podobnych historii jest wiele. Według magazynu „Psychology Today”, aż 60 proc. związków ma swój początek w pracy. Niekiedy są to małżeństwa szczęśliwe i trwałe. Jednak romansowanie w biurze nie zawsze jest czymś konstruktywnym. Znany seksuolog i konsultant rodzinny, prof. Zbigniew Izdebski, podkreśla, że taka relacja może być dobra, jeżeli wszystko toczy się po myśli jednej i drugiej osoby. Lecz nie wtedy, gdy coś we wzajemnych stosunkach zaczyna się psuć. Wówczas konflikty i kryzysy niechybnie przekładają się na sferę zawodową.
Janusz Sikorski

A co wy na ten temat sądzicie? Czy waszym zdaniem flirty są do zaakceptowania w pracy? A może uważacie, że profesjonaliście nie przystoi angażowanie się w związki, które wykraczają poza ramy przyjaźni lub po prostu mają podtekst erotyczny? Jesteśmy ciekawi wszystkich waszej opinii.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Lansuj się pracowniku

Fałszywa skromność nie popłaca. Szczególnie w biznesie i na rynku pracy. Rozpoznanie swoich atutów i nagłośnienie własnej marki to jednak tylko połowa sukcesu. Równie ważnym czynnikiem jest umiejętne zarządzaniem swoją energią.

Kuba, choć już dwa lata temu skończył studia, nadal nie wie, co chce robić w życiu. Zmienia firmy i zawody jak rękawiczki. Był już nauczycielem, marketingowcem, agentem ubezpieczeniowym, kierowcą i przedstawicielem handlowym. Z coraz większymi obawami patrzy w swoją przyszłość.

Inny problem ma Anna. Jest świetnym analitykiem bankowym, który kocha swoją pracę. W szkole była prymuską. Teraz nie może zrozumieć, dlaczego inni awansują i zbierają laury, a jej kariera utknęła w martwym punkcie. Tym bardziej że ma najwyższe kwalifikacje w swoim dziale.

Z kolei Karol jest promowany przez zarząd i realizuje trudne projekty. Gdzie się jednak podział jego dawny entuzjazm? Tylko udaje (dzięki środkom farmakologicznym) radosnego i zaangażowanego. Ale jeszcze miesiąc lub dwa, a wszyscy się dowiedzą, że jest wrakiem menedżera.

Być może w tych historiach rozpoznajesz siebie. Jeśli tak, przeczytaj ten poradnik. Poradnik dla zniechęconego.

1. Skoncentruj się na przewagach strategicznych

Jak wiesz z piosenki Jerzego Stuhra, śpiewać każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Ale czy warto próbować swych sił na estradzie, skoro słoń ci na ucho nadepnął? Owszem, ewidentne braki wokalne wcale nie przekreślają twoich szans na udział w programach typu „Idol”. Jeśli jednak bliżej ci do Einsteina niż do Edyty Górniak, zapewne lepiej zgłosić się do teleturnieju pt. „Jeden z dziesięciu”. Jak się to ma do twojej kariery zawodowej? Ano tak, że kiedyś w teorii i praktyce zarządzania kładziono nacisk na walkę ze swoimi słabymi stronami. Dzisiaj panuje przekonanie, że trzeba zapomnieć o tym, w czym jesteśmy gorsi, a rozwijać głównie talenty. Już nikt nie oczekuje od ciebie, być był doskonały w każdej dziedzinie. Nastała era specjalizacji.

26-letni Kamil jest niesłychanie zdolnym programistą. Pani prezes, chcąc go docenić, zaproponowała mu kierowanie departamentem IT. Komputerowemu geniuszowi zdawało się, że złapał Pana Boga za nogi. Ale menedżerem jest byle jakim. Gdy wcześniej otrzymywał same pochwały, to teraz spotyka się z ciągłą krytyką. Pretensje mają do niego zarówno podwładni, jak i przełożeni.
Prawdopodobnie skończyłoby się to zwolnieniem Kamila. Na szczęście ma on swego mentora, który podpowiedział mu, by zrezygnował z szefowania i znów stał się „zwykłym” informatykiem. Specjalista już rozmawiał w tej sprawie z head-hunterem. Na brak ofert pracy nie powinien narzekać, bo zapotrzebowanie na tej klasy specjalistów co on jest na rynku ogromne.
ranking lokat

Tags:

Pracujący Włosi zwalczają stres psychotropami

Coraz więcej mieszkańców Mediolanu ucieka się do leków psychotropowych, by znieść stres związany z wykonywaniem nielubianej pracy. Ujawnił to tamtejszy urząd do spraw zdrowia, zapowiadając ukazanie się na jesieni wyczerpującego dokumentu na temat zdrowia w miejscu pracy.

W pierwszym półroczu tego roku sprzedaż leków antydepresyjnych i psychotropowych wzrosła w Mediolanie o 12%. Według sondaży przeprowadzonych w 10 mediolańskich zakładach pracy, leki te zażywa około 7% pracowników. W ten sposób pokonują oni codzienne stresy wywoływane przez rywalizację, poczucie niepewności oraz mobbing. Sytuacje te coraz częściej prowadzą też do narkomanii. Stąd inicjatywa, by zjawisku walki z nieprzyjazną i nielubianą pracą poświęcić więcej uwagi i bliżej określić przyczyny złego samopoczucia zatrudnionych.

Do niedawna wydawało się, że do zachowania pogodnego nastroju Włochom wystarcza poranna czarna kawa. Dobry humor i wydajność w pracy coraz częściej są tymczasem rezultatem farmakologicznej kuracji.

niedziela, 3 sierpnia 2008

CV po retuszu

Niektórzy odejmują sobie od dwóch do pięciu lat. Rekordziści są w stanie odmłodzić się w CV o dziesięć lub nawet piętnaście lat. Przed zatrudnieniem wielu pracodawców nie sprawdza dyplomów ukończenia szkół, ani dowodów tożsamości. Kandydaci nie mają więc skrupułów, by kłamać w aplikacjach.

Magdalena, która właśnie zmienia pracę, twierdzi że nie widzi nic złego w tym, by skłamać w CV. Mówi, że jest specjalistką w dziedzinie sprzedaży produktów turystycznych. Prawdopodobnie jedną z najlepszych w Polsce. Ukończyła studia podyplomowe w tym kierunku, może pochwalić się kilkunastoma kursami. Ma ogromne doświadczenie. Niedawno znalazła ogłoszenie o pracę. Zatrudnienie oferowała firma, w której Magdalena bardzo chciałaby pracować. Spełniała wszystkie wymogi, oprócz jednego.

- W anonsie pojawiła się informacja, że firma szuka kandydatów do czterdziestu lat. Ja mam 42. Zadzwoniłam nawet, żeby dowiedzieć się, czy mogę aplikować. Powiedziano mi, że wymóg wiekowy jest restrykcyjnie przestrzegany. Cóż, postanowiłam napisać w CV, że mam 39 lat. Odmłodziłam się o 3 lata. Bardzo marzyłam o pracy w tej firmie. Zaprosili mnie na rozmowę i udało się. Przyjęli mnie. Po kilku tygodniach musiałam zgłosić swoje dane osobowe w kadrach. Podałam dane zgodne z prawdą, nikt nie zauważył, że wcześniej nie podałam prawdy. Miałam obawy, ale postawiłam wszystko na jedną kartę i opłaciło się – mówi Magdalena.

Osoby prowadzące rekrutację mówią, że takie sytuacje są dziś bardzo popularne. Twierdzą oni, że na temat wieku kandydaci kłamią najczęściej. Na drugim miejscu uplasowało się wykształcenie i ilość specjalistycznych kursów. Niektórzy specjaliści od rekrutacji twierdzą, że nieraz zdziwili się na spotkaniu z kandydatem.

- Do CV dołączone było też zdjęcie. Jak się okazało kandydatka odjęła sobie kilkanaście lat nie tylko w informacji o dacie urodzenia, ale też na zdjęciu. Było one mocno podretuszowane.
Na rozmowie kwalifikacyjnej zauważyłam, że mam do czynienia z osobą dużo starszą. Gdy zapytałam o wiek, była niespokojna, użyła sformułowania „ja naprawdę mam 35 lat”. Ten fakt spowodował, że nie uwierzyłam kandydatce, miałam wątpliwości również co do innych informacji w CV. Skoro kandydatka napisała, że ma 35 lat, a miała może około 50. To skąd mam wiedzieć, że również co do wykształcenia nie skłamała? Co ciekawe w ogłoszeniach nie wskazywaliśmy, że szukamy kandydata w określonym wieku. Przyjęlibyśmy również osobę starszą, jeśli miałby ona odpowiednie kwalifikacje – mówi Patrycja Hoffman, prowadzi kompleksową rekrutację dla sieci francuskich hipermarketów.

Pracownicy uważają jednak, że wiek to ich osobista sprawa.
- Nie uwierzę, jeśli ktoś mi powie, że szef nie patrzy na wiek i na to, jak kandydat wygląda. Tymczasem, jeśli ja chcę zrobić sobie operację plastyczną, poprawić wygląd po to, by właśnie zatuszować to, że jestem stara, to dlaczego mam mu mówić prawdę ile mam lat. Być może po to wybrałam się do gabinetu, by powalczyć o dobrą pracę. Szukałam niedawno pracy. W CV nie napisałam ile mam lat, ale szczegółowo wykazałam swoje kwalifikacje. Szef nie zapytał mnie o wiek. Przyjął mnie na podstawie kwalifikacji – twierdzi Weronika, mówi że ma grubo ponad 30 lat.
lokaty

Tags:

środa, 30 lipca 2008

400 tys. osób założyło firmy dzięki ulgom

Prawie 27 proc. osób prowadzących własną firmę korzysta obecnie z dwuletniej ulgi w opłacaniu składek do ZUS. Wprowadzenie ulgi od sierpnia 2005 r. spowodowało, że około 400 tys. osób rozpoczęło działalność gospodarczą. Przez dwa lata rozpoczynający działalność ma o 11,4 tys. zł niższe koszty, co pozwala mu rozwinąć firmę, informuje "Gazeta Prawna".

Gazeta podaje, że już 301,5 tys. osób rozpoczynających działalność gospodarczą korzysta z możliwości opłacania prawie trzykrotnie niższych składek do ZUS. Tak wynika z najnowszych danych ZUS, do których dotarła GP. Uwzględniając dodatkowo osoby, które założyły firmę dwa lata temu i skończył im się już dwuletni okres preferencji (w maju 2006 roku było ich 90 tys.), można przyjąć, że dzięki istnieniu ulgi prawie 400 tys. osób założyło firmy. Eksperci są zgodni, że należy utrzymać to rozwiązanie.

Gazeta podaje, że z danych ZUS wynika, że wprowadzona w sierpniu 2005 roku ulga spowodowała, że już na koniec pierwszego roku jej obowiązywania korzystało z niej 30 tys. osób. W maju 2006 roku 90 tys., a na koniec tego roku 180 tys. Rok później - 284 tys., a w maju tego roku już ponad 300 tys. Na 1,13 mln osób opłacających składki do ZUS na ubezpieczenia społeczne, 26,6 proc. korzysta więc z ulgi.
ranking lokat

Tags:

wtorek, 1 lipca 2008

Szmal, dziwki i Everest

Wspinaczka na najwyższy szczyt Ziemi już dawno przestała być piękną, choć wyczerpującą przygodą. To brudny biznes, w którym szlachetni nie mają szans.

Kiedy przed kilkoma tygodniami 19 chińskich i tybetańskich himalaistów ruszyło w górę, aby zanieść ogień olimpijski na Dach Świata, Chiny wprowadziły quasi-stan wyjątkowy. Mount Everest został całkowicie zamknięty dla zagranicznych wspinaczy i turystów, żaden alpinista – a zwłaszcza nikt z organizacji protybetańskich – nie miał możliwości zakłócenia ceremonii. Nawet Nepal ugiął się przed życzeniem potężnego sąsiada i zamknął ze swojej strony dostęp do najwyższej góry świata. Żołnierze zajęli stanowisko w bazie głównej od strony Nepalu, weszli też do obozu numer dwa pod lodowcem Khumbu. Pewien Amerykanin został odesłany z powrotem, ponieważ wojsko odkryło w jego plecaku tybetańską flagę. Innej grupie żołnierze odebrali prowiant, żeby uniemożliwić dalszą wspinaczkę.

Everest bed and breakfast

Oburzenie wśród wspinaczy było olbrzymie – trudno się temu dziwić, skoro do wyprawy w tym sezonie przygotowywali się całymi miesiącami. Jednak ci, którzy ową przygodę mają już za sobą, często widzą te kwestie w zupełnie innym świetle.

– Nie jestem optymistą co do przyszłości Everestu – zauważył już przed laty sir Edmund Hillary, który w 1953 r. wraz z Szerpą Tenzingiem jako pierwszy człowiek stanął na najwyższym szczycie Ziemi. – Do bazy głównej ciągną tysiące ludzi, postawiono tam już 500 namiotów. Wszędzie pełno restauracji, barów i innych atrakcji, które przyciągają młodych ludzi. Przesiadywanie w namiocie i popijanie jednego piwa za drugim trudno nazwać himalaizmem – wyrzucił z siebie Hillary w 2003 r. podczas uroczystości upamiętniającej jego pierwszą wspinaczkę. Przemowę zakończył dosadnym stwierdzeniem – To, co się teraz dzieje pod Everestem, to jedno wielkie g...

12 lat temu na Evereście rozegrała się tragedia. Między 10 a 13 maja 1996 r. życie straciło ośmiu alpinistów. Wielu sądziło, że wydarzenia te zniechęcą niedoświadczonych wspinaczy do prób zdobywania szczytu. Błąd. W 1996 r. na górę weszło 98 ludzi, w maju 2007 r. już 525 wspinaczy. W ich otoczeniu pracowało setki ludzi, jako tragarze, kucharze, pomywacze, pastuchowie jaków i przewodnicy. Bazy główne – zwłaszcza ta po tybetańskiej stronie – wyglądają teraz jak miasteczka robotnicze.

Podczas mojej pierwszej próby zdobycia Mount Everestu, na początku maja 2004 r., dotarłem do trasy w Tybecie. U wejścia doniej stało około 80 chińskich i tybetańskich namiotów, umieszczonych na wysokości 5,2 tys. m n.p.m. Na morenie polodowcowej naprzeciwko chińskiego obozu powstała kolejna taka kolonia namiotów. Wszędzie pełno było szyldów z kartonu, z napisami „Hotel California” albo „The Everest Bed and Breakfast”. Z magnetofonów pobrzmiewał amerykański pop i właściwie każdą zachciankę można było tutaj spełnić: jedzenie, alkohol, łóżko na noc i oczywiście także prostytutki. Zagadnął mnie pewien mężczyzna, wskazał na namiot pełen Chinek i zaczął wyliczać oferowane usługi i ich ceny. Później wielu lekarzy opowiadało mi, że obecnie leczą tu już nie tylko zwykłe dolegliwości wspinaczy, takie jak choroba wysokościowa czy odmrożenia, zmuszeni byli także zająć się chorobami wenerycznymi.