wtorek, 3 czerwca 2008

Rosnące pensje grożą inflacją

Mamy zaskakujący wzrost płac. Jak tak dalej pójdzie, to za płacami zacznie podążać inflacja - powiedział w Radiu PiN wiceminister finansów Stanisław Gomułka.

- Gdyby wzrost się powtórzył przez kilka miesięcy, to zamiast spadku inflacji w drugiej połowie możemy mieć do czynienia z przyspieszeniem - powiedział Gomułka w Radiu PIN. Jego zdaniem istnieje ryzyko, że inflacja w tym roku będzie wyższa niż 3,5 proc. - Zakładamy, że inflacja w przyszłym roku będzie niższa niż w roku bieżącym. (...) Dużym obszarem ryzyka jest sytuacja na rynku pracy, bardzo duża presja płacowa - dodał.

Gomułka nie przewiduje obniżki akcyzy, by pomóc RPP w walce z inflacją. - Nawet, gdyby doszło do obniżki akcyzy, to wpływ takiej obniżki będzie bardzo znikomy dla ogólnego wskaźnika inflacji - stwierdził. - Oczekujemy, że cel inflacyjny będzie spełniony - dodał.

Wysoki wzrost produkcji, o 14,9 proc. rok do roku w lutym, nie zaskoczył Gomułki. - Dla mnie nie było to zaskoczenie, bo w zeszłym roku nadal nakłady inwestycyjne rosły w bardzo wysokim tempie, popyt konsumpcyjny rośnie szybko. Bardzo silny wzrost płac i popyt krajowy - to się musi przełożyć na wzrost produkcji - powiedział.

Jego zdaniem, tempo wzrostu PKB w pierwszym kwartale będzie wysokie, może być nawet około 6 proc., a dynamika produkcji przemysłowej w marcu znacznie się obniży. - Na produkcję w lutym wpłynęły dwa czynniki: luty był wyjątkowo długi i ciepły. W marcu mamy Święta Wielkanocne i jest chłodniej. W marcu bym oczekiwał dużo niższego tempa wzrostu niż około 15 proc. - powiedział.

poniedziałek, 2 czerwca 2008

Ulga antyrodzinna?

Ulga podatkowa na dzieci miała być dowodem polityki prorodzinnej. Tymczasem biedne rodziny mogą na niej stracić. Ulga spowoduje wzrost dochodów rodzin, które z tego tytułu mogą stracić zasiłki rodzinne.

"Gazeta Wyborcza" opisuje przypadek rodziny z Kielc, której kompletnie nie opłacało się zastosowanie ulgi na dzieci.

Małżeństwo to ma dwójkę małych dzieci. Kobieta nie pracuje, jej mąż zarabia 2 tysiące złotych "na rękę". Miesięczny dochód na członka rodziny jest więc niższy niż 504 złote, a to uprawnia do pobierania zasiłku rodzinnego z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Kielcach. Rocznie to 1056 złotych.

Podatek dochodowy płacony w ciągu roku przez tę rodzinę wynosi 750 złotych. Mogliby odzyskać te pieniądze pod warunkiem zastosowania ulgi na dzieci. Jednak wtedy zaoszczędzona kwota zostałaby doliczona do dochodu rodziny. A to oznacza utratę zasiłku rodzinnego, bo dochód byłby już większy od 504 złotych na osobę. Króko mówiąc - tej rodzinie z Kielc zupełnie nie opłaca się stosowanie ulgi prorodzinnej. Dlatego ojciec złożył w urzędzie skarbowym korektę zeznania PIT, w której wyliczył podatek bez ulgi.

niedziela, 1 czerwca 2008

Policjant stracił pracę, bo po pijaku wjechał do rowu

30-letni policjant z Giżycka, który spowodował po pijanemu kolizję drogową, został w trybie natychmiastowym zwolniony ze służby - poinformowała rzeczniczka warmińsko-mazurskiej policji Anna Siwek.

Decyzję taką podjął komendant powiatowy policji w Giżycku.

Policjant z ośmioletnim stażem, pełniący na co dzień służbę na stanowisku pomocnika oficera dyżurnego, spowodował kolizję, jadąc po służbie oplem z Mikołajek do Mrągowa. Z ustaleń wynika, że policjant stracił panowanie nad autem. Samochód wjechał do rowu i dachował. Funkcjonariusz miał w wydychanym powietrzu ponad 2 promile alkoholu.

Kierowca ma niegroźne potłuczenia. Po przesłuchaniu został zwolniony do domu. Lekarz nie zezwolił na osadzenie go w policyjnej celi.

30-latek - poza poniesieniem konsekwencji służbowych - stanie także przed sądem. Grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności.
praca za granicą

Agencja pomaga wyspecjalizowanym imigrantom znaleźć pracę

W North East otwarta została agencja rekrutacyjna pomagająca wysoko wykwalifikowanym Europejczykom znaleźć pracę w zawodzie. Agencja skupiła się na wypełnianiu luki kadrowej w takich dziedzinach jak: motoryzacja, produkcja i petrochemia. Wykształcenie w tych branżach jest mało popularne w Wielkiej Brytanii, ale częste u pracowników ze wschodniej Europy.

Dyrektor oddziału w Sunderland, Matthew Goforth twierdzi, że firma ma oferty dla utalentowanych mechaników. Po zamieszczeniu ogłoszenia w Polsce zgłosiło się 350 osób, w ciągu zaledwie 2 godzin. W Wielkiej Brytanii takie umiejętności prawie nie istnieją.

Agencja zaczęła poszukiwać pracowników na Wschodzie już w 2004 roku, kiedy to Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Wielu pracowników rekrutowanych jest z Polski, ale firma zdaje sobie sprawę, że jest wielu wykwalifikowanych pracowników na miejscu w North East, których potencjał nie jest odpowiednio wykorzystywany.

Polacy w Wielkiej Brytanii często podejmują pracę jakąkolwiek tylko dlatego że jest lepiej płatna niż w Polsce. Agencja ukierunkowała się teraz na 250 tysięcy pracowników w North East oraz na tych którzy rozpatrują możliwość powrotu do domu.

Polka Ewelina Sińska pracowała jako recepcjonistka w hotelu w Newcastle kiedy trafiła na Staff Finders. Jej zdaniem w Polsce nie jest powszechna znajomość języków obcych, dlatego ona, znająca angielski i szwedzki, nie jest typowym przykładem imigranta szukającego pracy.

Marta Rzepecka z North East Polish Community Association twierdzi, że większość agencji szuka pracowników do prostych nieskomplikowanych prac w fabrykach, hotelach czy restauracjach. Bardzo trudno jest Polakom szukać pracy na anglojęzycznych stronach internetowych, dlatego najczęściej szukają ofert na polskich portalach i w gazetach.

sobota, 31 maja 2008

Prawie pewny problem

Ani polski rząd, ani samorządy nie zrealizowały jeszcze żadnego projektu przy udziale prywatnego kapitału. Jednak rząd obiecuje, że to się zmieni.

Pomysł wydaje się banalny. Samorząd wskazuje inwestora, który za własne pieniądze buduje obiekt użyteczności publicznej. Pieniądze są mu zwracane z budżetu w ratach, a samorząd dzieli się z nim późniejszym zyskiem z inwestycji. Tyle że na taki model współpracy zwany partnerstwem publiczno-prywatnym nie chcą się godzić się ani samorządy, ani firmy prywatne. Powód? Przed realizacją projektu trzeba przeprowadzić szczegółowe i kosztowne analizy, na które nie stać nawet tak dużego miasta jak Warszawa. W efekcie, choć ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym weszła w życie ponad dwa lata temu, do dziś nie zrealizowano ani jednego projektu. Dzięki nowym przepisom szykowanym przez Ministerstwo Gospodarki ma się to jednak zmienić. – Wstępny projekt ustawy o PPP będzie gotowy za trzy tygodnie – zapowiada Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki. – Nie trzeba już będzie robić bardzo szczegółowych analiz i dogłębnie szacować ryzyka planowanych inwestycji.

Kiedy konkretnie ustawa wejdzie w życie, Szejnfeld nie umie powiedzieć. Wiadomo za to, że za trzy miesiące powstanie Centrum PPP – jednostka pozarządowa, która będzie promować partnerstwo publiczno-prywatne, czyli organizować szkolenia i tworzyć wzorcowe umowy. – Podobne organizacje działają na Zachodzie, gdzie PPP stanowi ważny filar rozwoju państwa, na przykład w Wielkiej Brytanii czy USA – mówi Christian Schnell z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, jeden z twórców Centrum. Mają się w nim znaleźć między innymi Jerzy Hausner oraz profesor prawa Michał Kulesza.

W Wielkiej Brytanii zrealizowano już 600 projektów typu PPP o wartości 53 miliardów euro. Przy udziale prywatnego kapitału szkoły, tunele, mosty, szpitale budują lub modernizują Niemcy i Czesi. W Polsce dzięki PPP można wybudować praktycznie wszystko oprócz autostrad i budynków na Euro 2012, bo budowy tych obiektów nie mogą być – jak mówi prawo – współfinansowane przez firmy prywatne. To ustawowy bubel. Jeśli nie zostanie zmieniony, będziemy się cieszyć nową ustawą, ale te najważniejsze inwestycje wciąż będą stać w miejscu.

piątek, 30 maja 2008

Rekord - pracę ma już 15,6 mln osób

W Polsce pracuje obecnie prawie 15,6 mln osób i jest to najlepszy wynik od 1989 roku, informuje "Gazeta Prawna".

Od momentu przystąpienia Polski do UE firmy stworzyły prawie 2,1 mln nowych miejsc pracy. Po raz pierwszy od dziewięciu lat zmniejszyła się liczba osób pracujących na podstawie umów na czas określony.

Z najnowszych danych GUS wynika, że w latach 2004-2007 firmy działające w Polsce stworzyły 2,07 mln nowych miejsc pracy. Przeczy to obiegowej opinii, że wyłącznie emigracja przyczyniła się do spadku wskaźnika bezrobocia.

Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy powoduje też, że firmy, zabiegając o pracowników, coraz chętniej zatrudniają ich na podstawie umów na czas nieokreślony. W 2007 roku po raz pierwszy od 1998 roku zmniejszyła się liczba osób pracujących na podstawie czasowych kontraktów. Nadal jednak w Polsce ponad 14,4 mln osób jest biernych zawodowo, tj. ani nie pracuje, ani nie szuka pracy. Połowa z nich jest w wieku produkcyjnym. Polsce wciąż daleko do założonego w tzw. Strategii Lizbońskiej 70-proc. wskaźnika zatrudnienia.

GUS, który od początku lat 90-tych prowadzi Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), wskazuje, że w Polsce pracuje (dane za IV kwartał 2007 r.) 15,54 mln osób. To ponad 2 mln więcej niż w I kwartale 2004 r., tj. tuż przed naszym przystąpieniem do UE. Tylko raz w historii tych badań - w sierpniu 1998 r. - liczba pracujących osiągnęła obecny poziom. Dzięki powstającym miejscom pracy w ostatnich czterech latach ponaddwukrotnie zmniejszyła się liczba bezrobotnych i wskaźnik bezrobocia. Na początku 2004 roku osób bez pracy było 3,5 mln, a bezrobocie wynosiło 20,7 proc. Na koniec ubiegłego roku ich liczba spadła do 1,45 mln, a bezrobocie do 8,5 proc.

Miejsca pracy powstają też w branżach najbardziej pożądanych w nowoczesnej gospodarce. W usługach pracuje obecnie 8,51 mln osób, a w przemyśle 4,86 mln. Cztery lata temu takich osób było odpowiednio 7,35 mln i 3,83 mln. W tych dwóch sektorach firmy stworzyły więc w tym czasie 2,19 mln miejsc pracy. Maleje za to liczba pracujących w rolnictwie.

GUS podaje, że wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 15-64 lata (ten wskaźnik ma zgodnie ze Strategią Lizbońską wynieść w 2010 roku 70 proc.) w IV kwartale 2007 r. wynosił 58,1 proc. Mimo że jest o ponad 7 pkt proc. wyższy niż na początku 2004 roku, wciąż jest niski. Średnia w UE to ponad 65 proc.

Niski wskaźnik zatrudnienia w Polsce to głównie efekt małej liczby pracujących osób, które ukończyły 45 lat, ale nie osiągnęły wieku emerytalnego. Obecnie pracuje 56,7 proc. z nich.

- To efekt polityki prowadzącej do dezaktywizacji starszych osób, która polegała na łatwym dostępie do wcześniejszych emerytur, rent czy świadczeń przedemerytalnych - podkreśla Julian Zawistowski, wiceprezes Instytutu Badań Strukturalnych.
tani obiad

środa, 28 maja 2008

Fachowców odstrasza słaby funt

Z Wielkiej Brytanii zaczynają zjeżdżać specjaliści zniechęceni słabnącym kursem funta i zachęceni perspektywami dobrze płatnej pracy w Polsce - czytamy w dzienniku "Polska".

Wielka Brytania przestała być atrakcyjna także dlatego, że tamtejszy rynek nieruchomości przeżywa głęboką zapaść - brytyjskie banki niechętnie udzielają kredytów na nowe mieszkania, więc mniej się ich sprzedaje i buduje. Polacy nie są już tak bardzo potrzebni, jak jeszcze parę miesięcy temu.

Powrót fachowców, którzy zdobywali szlify za granicą, może nas tylko cieszyć. Z ostatnich badań Business Centre Club wynika, że 70% polskich pracodawców uważa powracających z Wysp pracowników za dużo lepszych od tych, którzy nie wyjeżdżali z kraju. Wszystko dlatego, że zagraniczny rynek wymusił na polskich pracownikach zmianę pewnych zachowań. Tam pracuje się wydajniej niż u nas, nikt też nie pozwala sobie na picie w pracy, co w Polsce jest plagą. Ponadto specjaliści róznych branż za granicą mieli dostęp do najnowszych technologii, więc z miejsca stają się cenniejszymi pracownikami.

Wyspecjalizowani fachowcy w Polsce mogą liczyć na podobne stawki do tych na Wyspach. Warto im zapłacić, bo sa dziś potrzebni jak nigdy - szykuje się boom inwestycyjny związany z organizacją przez Polskę Euro 2012 - pisze "Polska".
forum ślubne