czwartek, 10 kwietnia 2008

Teraz można wywalczyć podwyżkę

Jeszcze nigdy pracownicy nie mieli tak dobrej pozycji przetargowej w negocjacjach z pracodawcami, pisze "Gazeta Wyborcza". Dziś do walczących o podwyżki dołączają inni pracownicy budżetówki.

Firmy muszą płacić więcej, żeby zatrzymać pracownika, podkupić go konkurencji czy zniechęcić do wyjazdu za granicę. A stawki, jakich żądają pracownicy, idą w górę od kilku miesięcy, przyprawiając ekonomistów o zawrót głowy. Niestety, coraz większą część wynegocjowanych podwyżek zje przyspieszająca inflacja.

- To normalne, że gdy jest wzrost gospodarczy, wzrost dochodu narodowego, to rozpoczyna się walka o podział tych dóbr. Pracownicy wiedzą, że firmy miały świetne wyniki, i chcą uczestniczyć w podziale zysków. Z niespotykanym dotąd sukcesem - komentuje Jan Rutkowski, ekspert Banku Światowego zajmujący się problematyką rynków pracy państw naszego regionu. - Pod koniec lat 90., gdy mieliśmy poprzedni okres doskonałej koniunktury, pozycja pracowników nie była tak dobra, bo wiele firm jeszcze się restrukturyzowało, redukowało koszty. Więc albo wcale nie zatrudniały, albo wręcz zwalniały ludzi - wyjaśnia.

Kadrowcy nie mają co liczyć na to, że po wywalczeniu w ubiegłym roku przez pracowników przedsiębiorstw średnio kilkunastoprocentowych podwyżek tegoroczne żądania będą mniejsze.
- Emigracja wpływa na nasz rynek pracy znacznie silniej niż w Czechach czy na Węgrzech. Tylko państwa nadbałtyckie mają z tym większy problem - mówi Rutkowski. Dziś już w nielicznych branżach płace rosną znacznie wolniej niż przeciętnie. Zazwyczaj tam, gdzie płace i tak są wysokie, np. w informatyce, roczny wzrost pensji wyniósł 6,1 proc., ale zarabia się tam 6,2 tys. zł; w przemyśle tytoniowym pensje wzrosły średnio o 7,1 proc., do ponad 4,9 tys.; poczta i telekomunikacja podobnie - wzrost o 7,7 proc., ale średnia pensja to 3,9 tys. zł (dane z listopada 2007 r.).

W tym roku o większe pensje z determinacją zaczęli walczyć pracownicy budżetówki, dotąd często opłacani marnie, jak nauczyciele czy służba zdrowia
- W pierwszym kwartale można spodziewać się dalszych podwyżek. Roczny wzrost pensji w sektorze przedsiębiorstw (bez najmniejszych firm, budżetówki i sektora finansowego) wyniesie realnie (czyli po odliczeniu wzrostu cen) 6,2 proc. W całej gospodarce narodowej, czyli razem z budżetówką, będzie to 5,6 proc. W całym roku realne tempo wzrostu dochodów ludności przyspieszy do około 5,7 proc. z 5,2 proc. w 2007 r. - prognozuje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Ciężka praca, ale za euro

niedziela, 6 kwietnia 2008

Jak rząd zachęca rencistów do pracy

Rząd chce zachęcać rencistów do większej aktywności zawodowej W razie kilkakrotnego odrzucenia propozycji pracy renta może być obniżona nawet o połowę. Zdaniem ekspertów obniżą się wydatki na renty, ale część osób może stracić źródło utrzymania.

Zazwyczaj niepełnosprawni nie chcą podejmować zatrudnienia, bo boją się, że utracą prawo do renty. Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie systemu obniżenia tego świadczenia, nawet o połowę, jeśli osoba je pobierająca odrzuci kolejne propozycje pracy przedstawiane przez urząd pracy - mówi GP Jarosław Duda, wiceminister pracy i pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych.

Jego zdaniem wprowadzenie takich przepisów zmobilizuje rencistów do podjęcia zatrudnienia. To rozwiązanie ma spowodować zwiększenie liczby zatrudnionych niepełnosprawnych, a tym samym zmniejszyć koszty funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych. Spadłby też odsetek tzw. fikcyjnych orzeczeń, bo renta przestanie być tak opłacalnym źródłem dochodu. Ponadto mniej rencistów pracowałoby w szarej strefie, bo wysokość renty byłaby powiązana z podjęciem legalnego zatrudnienia.

Eksperci zwracają jednak uwagę na zagrożenia, jakie przyniesie wprowadzenie takiej zmiany. Przede wszystkim konieczne byłyby systemowe zmiany w prawie ubezpieczeń społecznych. Renta jest bowiem świadczeniem ubezpieczeniowym, które przysługuje osobom opłacającym składki, legitymującym się stażem pracy i określonym okresem składkowym. Nie jest to świadczenie socjalne, którego wysokość państwo może swobodnie ograniczać.

- Zatarcie różnic między tymi świadczeniami miałoby negatywne konsekwencje dla osób, które płacą składki na ubezpieczenie społeczne - uważa Henryk Michałowicz, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan wskazuje, że choć składki rentowe, w przeciwieństwie do emerytalnych, nie są przekazywane na indywidualne konta opłacających, ale do jednego funduszu rentowego, to odebranie ustawą choć części orzeczonej renty kwestionowałyby krajowe sądy lub Trybunał Konstytucyjny.

Aby obniżenie renty za odmowę podjęcia pracy rzeczywiście mobilizowało niepełnosprawnych do podjęcia zatrudnienia, rozwiązanie to musi objąć wszystkich rencistów, którzy są zdolni do pracy, a nie tylko tych, którzy są zarejestrowani w urzędzie pracy jako poszukujący zatrudnienia. Tylko te osoby otrzymują propozycje pracy z powiatowych pośredniaków i tylko im można byłoby obniżać renty z tytułu odrzucenia kolejnych ofert. Ale obecnie zarejestrowanych w nich jest tylko 87 tys. niepełnosprawnych, a 1,77 mln niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym jest biernych zawodowo.
Z pozwoleniem lub bez w Danii

sobota, 5 kwietnia 2008

"Solidarność" chce podwyżki dla całej budżetówki

Protestują lekarze, pielęgniarki, górnicy. Podwyżek domagają się nauczyciele. Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ "Solidarność", uważa, że "walka poszczególnych środowisk o swoje jest sprzeczna z zasadami solidarności". Związek postanowił więc pójść na całość. Domaga się od rządu podwyżek dla wszystkich pracowników budżetówki.

Zdaniem związkowców, pracownicy budżetówki i służb publicznych są najbardziej poszkodowani podwyżkami cen żywności i energii. Bo dostali najniższe podwyżki płac. "Solidarność" postanowiła więc wystąpić w ich obronie.

Pod pismem do rządu podpisali się m.in. związkowcy z sektora spożywczego, przedstawiciele transportowców, oświaty i nauki, służb publicznych, kultury i środków przekazu, banków, handlu i ubezpieczeń.

Związkowcy domagają się od rządu, by jak najszybciej rozpoczął negocjacje w sprawie podwyższenia płac wszystkich pracowników zatrudnionych w sektorze budżetowym i publicznym.
Niebezpieczne warunki pracy polskich robotników w Danii

Choroba nie zawsze chroni przed zwolnieniem

Choroba nie zawsze chroni przez utratą zatrudnienia. W pewnych sytuacjach firma może zrezygnować z pracownika przebywającego na zwolnieniu.

Powszechne jest przekonanie, że choroba chroni przed utratą pracy. Każdy choćby ze słyszenia zna sytuacje, w których osoba podejrzewająca pracodawcę o zamiar wypowiedzenia nagle uznaje, że stan jej zdrowia zmusza ją do skorzystania ze zwolnienia lekarskiego. Taki wybieg nie daje jednak gwarancji utrzymania miejsca pracy w nieskończoność.

Zgodnie z art. 41 kodeksu pracy pracodawca nie może wypowiedzieć umowy podczas urlopu ani w czasie innej usprawiedliwionej nieobecności pracownika, jeżeli nie upłynął jeszcze okres uprawniający do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia. Przepis ten wskazuje, że po pewnym czasie nawet usprawiedliwionej nieobecności pracownika (dotyczy to także absencji chorobowej), może z dnia na dzień rozwiązać z nim umowę. O tym, jak długo można bezpiecznie chorować, mówi art. 53 k.p. Zgodnie z przepisami pracodawca ma prawo rozwiązać umowę bez wypowiedzenia, jeżeli nieobecność pracownika spowodowana chorobą trwa dłużej niż trzy miesiące – gdy był zatrudniony u niego krócej niż sześć miesięcy. Zatrudnieni w jednej firmie dłużej niż sześć miesięcy, a także niezdolni do pracy z powodu wypadku przy pracy lub choroby zawodowej, są lepiej chronieni. Mogą stracić pracę, jeżeli ich nieobecność trwa dłużej niż łączny okres pobierania wynagrodzenia w czasie choroby i zasiłku chorobowego oraz świadczenia rehabilitacyjnego przez pierwsze trzy miesiące.

Zgodnie z art. 8 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (DzU z 2005 r. nr 31, poz. 267 ze zm.) zasiłek chorobowy przysługuje przez okres niezdolności do pracy z powodu choroby lub niemożności wykonywania pracy, nie dłużej jednak niż przez 182 dni, a jeżeli niezdolność do pracy spowodowana została gruźlicą – nie dłużej niż przez 270 dni.

Przeciętny pracownik bez obawy o zwolnienie może być więc nieobecny w pracy nawet przez dziewięć miesięcy.
Zakres ochrony jest zatem uzależniony od stażu u danego pracodawcy. Przy jego ustalaniu należy zsumować wszystkie okresy zatrudnienia w tej firmie niezależnie od długości przerw w zatrudnieniu. Ponadto trzeba pamiętać, że zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 27 lipca 1999 r. do okresu zatrudnienia u danego pracodawcy krótszego niż sześć miesięcy, od którego przepis art. 53 § 1 pkt 1 lit. a k.p. uzależnia możliwość rozwiązania umowy bez wypowiedzenia z powodu niezdolności do pracy spowodowanej chorobą trwającą dłużej niż trzy miesiące, nie dolicza się okresu tej niezdolności (sygn. I PKN 161 /99). Do okresu zatrudnienia zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 20 maja 1977 r. nie wlicza się także okresu poprzedniego zatrudnienia, gdy pracownik przeszedł do następnej firmy na podstawie porozumienia zakładów pracy (sygn. I PZP 18/77).

Trzeba też pamiętać, że pracodawca nie może rozwiązać umowy z chorującym pracownikiem bez wypowiedzenia, gdy stawi się on do pracy, ponieważ ustała przyczyna nieobecności.

Zakaz ten zdaniem Sądu Najwyższego wyrażonym w wyroku z 16 grudnia 1999 r. nie obowiązuje jednak w sytuacji, w której pracownik niezdolny do pracy zgłasza się do firmy jedynie po to, by został przerwany bieg okresu nieobecności uprawniającego pracodawcę do rozwiązania umowy.
Dania potrzebuje rąk do pracy

czwartek, 3 kwietnia 2008

Podwyżki dla nauczycieli

Weszła w życie nowelizacja Karty Nauczyciela, zwiększająca w tym roku, w stosunku do ubiegłego, kwotę bazową, służącą do obliczenia średniego wynagrodzenia nauczycieli. Ta zmiana spowoduje podwyżkę płac nauczycieli.

Jak informuje Kancelaria Prezydenta na swojej stronie internetowej, prezydent Lech Kaczyński podpisał nowelizację 21 grudnia. Zmienione przepisy obowiązują od 1 stycznia 2008 r.

Zgodnie z nowelizacją Karty Nauczyciela, kwota bazowa wyniesie w tym roku 2074,15 zł, czyli będzie wyższa o 10 proc. w stosunku do obowiązującej w ubiegłym. Podniesienie kwoty bazowej oznacza, że średnie wynagrodzenie nauczycieli stażystów wzrośnie o 155 zł, nauczycieli kontraktowych - o 193 zł, mianowanych - o 271 zł, a dyplomowanych o 348 zł.

Zwiększeniu kwoty bazowej towarzyszy zwiększenie subwencji oświatowej o 1,85 mld zł. Wraz ze środkami, które już wcześniej były przeznaczone na zwiększenie subwencji, daje to 2,7 mld zł na podwyżki.

Niezadowolenie z wysokości proponowanych podwyżek wyraża od początku grudnia (wtedy Sejm znowelizował Kartę Nauczyciela) Związek Nauczycielstwa Polskiego; zapowiada zorganizowanie 18 stycznia manifestacji w Warszawie.

ZNP domaga się 50-proc. wzrostu płac zasadniczych nauczycieli i popiera zwiększenie kwoty bazowej dla nauczyciela stażysty, czyli zaczynającego pracę w zawodzie, z 82 do 100 proc.; pociągnęłoby to za sobą podniesienie średniego wynagrodzenie nauczycieli na pozostałych stopniach awansu zawodowego. Według wiceminister edukacji, Krystyny Szumilas, spełnienie postulatu związkowców spowodowałyby skutki finansowe dla przyszłorocznego budżetu w wysokości 7 mld zł.
Po kasę na zbiory

niedziela, 30 marca 2008

Górnicy z Budryka przywitali Nowy Rok w kopalni

250 górników sylwestra spędziło w kopalni Budryk wOrnontowicach. Strajkujący pracownicy nie opuścili kopalni - razemprzywitali Nowy Rok.
Górnicy chcą zakończenia przedłużającego się strajku, ale nie rezygnująze swoich żądań. Po przyłączeniu Budryka do Jastrzębskiej SpółkiWęglowej chcą wyrównania płac.

Strajk w zatrudniającej blisko dwa i pół tysiąca osób kopalni"Budryk" trwa od 15 dni. Według związkowców, okupację zakładu prowadziokoło 400 górników. Prowadzone od kilku dni rozmowy nie doprowadziły doporozumienia.
Zaplanowano kolejne negocjacje między strajkującymi, a zarządamikopalni Budryk i Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Jeśli rozmowy nieprzyniosą przełomu, związkowcy zamierzają rozpocząć protest okupacyjnypod ziemią.
200 osób znalazło w Danii sezonową pracę

niedziela, 16 marca 2008

Otul pracownika ciepłem

Pracodawca ma obowiązek zapewnić odpowiednią temperaturę w pomieszczeniach, w których pracuje załoga. W przeciwnym razie może zostać ukarany.

Przepisy zobowiązują do ochrony pracowników przed zimnem. Ta ochrona zależy od rodzaju działalności i zajęć poszczególnych pracowników. Pracodawca nie może kierować się przy tym wyłącznie swoimi subiektywnymi odczuciami. Przepisy bhp dokładnie określają m.in. minimalną temperaturę w pomieszczeniach, w których pracują ludzie.

Najbardziej komfortowe warunki szef musi zapewnić pracownikom administracyjno-biurowym. W pomieszczeniach administracji temperatura zimą nie powinna spadać poniżej 18 stopni Celsjusza. Takie same warunki muszą mieć zapewnione zatrudnieni do wykonywania lekkich prac fizycznych, np. szwaczki. Pozostali pracownicy pracujący w pomieszczeniach powinni mieć w nich zapewnioną temperaturę co najmniej 14 stopni C. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy niższa temperatura jest potrzebna ze względów technologicznych.

Inspekcja pracy wyjaśnia, że jeżeli słupek termometru wskazuje mniejszą wartość, to pracownicy powinni zgłosić to pracodawcy, a jeśli to nie przyniesie efektu – inspektorowi pracy. Ten z kolei może się zwrócić do sanepidu o dokonanie pomiaru mikroklimatu w pomieszczeniach, w których odbywa się praca. Jednym z parametrów jest właśnie temperatura. Jeżeli się okaże, że jest niższa niż ustalona w rozporządzeniu ministra pracy i polityki socjalnej z 1997 r., będzie to naruszeniem przez pracodawcę zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. W konsekwencji stanie się podstawą jego ukarania.

Przepisy określają też standardy, w jakich powinna być wykonywana praca na zewnątrz budynków. Tu oczywiście nikt nie wymaga od pracodawcy, by walczył z siłami przyrody. Ma jednak zapewnić pracownikom pomieszczenie, w którym mogą się ogrzać czy zmienić odzież. Pomieszczenie to musi mieć co najmniej 8 mkw. powierzchni, a temperatura w nim nie powinna być niższa niż 16 stopni C. Jeżeli prace na powietrzu wykonywane są daleko od siedziby firmy, to pracodawca powinien zapewnić tzw. koksowniki czy inne promienniki ciepła. Dodatkowo osoby pracujące w terenie w czasie chłodów muszą być wyekwipowane w odpowiednią odzież ochronną, z certyfikatem.
Polacy kończą pracę na wielkich budowach